30 paź 2012

,,Unbearable Lightness: A Story of Loss and Gain" - Portia de Rossi


Tytuł: Unbearable Lightness: A Story of Loss and Gain
Autor: Portia de Rossi
Wydawnictwo, rok wydania: Simon&Schuster UK, 2011
Ilość stron: 310 

~~***~~


,,Nie wybrałam bycia anorektyczką. To podkradło się do mnie w przebraniu zdrowej diety, jako profesjonalne podejście.”

Portia de Rossi ważyła 37 kilogramów kiedy zemdlała na planie hollywoodzkiego filmu, w którym grała swoją pierwszą główną rolę. To miało być ukoronowanie wszystkich lat ciężkiej pracy – najpierw jako dziecięca modelka w Australii, potem jako członek obsady w najgorętszym programie amerykańskiej telewizji.(…)
Na zewnątrz była chuda i jasnowłosa, olśniewająca i odnosząca sukcesy. W środku dosłownie umierała.(…)
Nawet kiedy zyskała sławę jako aktorka z obsady telewizyjnych hitów ,,Ally McBeal” i ,,Arrested Development”, Portia na przemian głodziła się i objadała, przez cały czas przerażona, że prawda o jej orientacji seksualnej może zostać ujawiona w tabloidach.(…)
Z najniższego punktu Portia zaczęła bolesną wspinaczkę z powrotem do zdrowego życia i uczciwości, zakochując się i w końcu biorąc ślub z Ellen DeGeneres, pojawiając się jako zdeklarowany i elokwentny adwokat praw homoseksualistów oraz poruszając zagadnienia na temat zdrowia kobiet.

Portia jest aktorką i stoi u progu wymarzonej kariery i sławy w Hollywood. Postronni obserwatorzy twierdzą, że to kobieta sukcesu – szczupła, śliczna blondynka, która właśnie dostała angaż w popularnym serialu, ma zostać twarzą znanej marki kosmetycznej i pojawia się na okładkach najpoczytniejszych pism.
Nikt nie wie, że Portia w domowym zaciszu katuje się dietą i ćwiczeniami, że każdą chwilę ma wypełnioną obsesyjnym myśleniem o kaloriach. Próbując dopasować się do wyśrubowanych standardów, coraz bardziej wycieńcza swoje ciało i psychikę. Jest przekonana o tym, że tylko całkowita metamorfoza pozwoli jej osiągnąć sukces, który z kolei sprawi, że będzie akceptowana, kochana i doceniana. Zmieniła swoje imię, zmienia swoje ciało, ale nie może zmienić swojej psychiki. Portia jest lesbijką, a negatywny stosunek świata do osób o orientacji homoseksualnej sprawia, że paraliżuje ją strach na myśl o coming-oucie. Obsesyjnie analizuje, czy poprzez jej zachowanie ktoś zorientuje się, że kocha kobiety. To z kolei jest przyczyną samotności, która pożera jej pewność siebie.
Życie w błędnym kole – potrzeba bycia kochanym za to, kim się jest i jednoczesne upychanie swojego ,,ja” do szafy w strachu przed odrzuceniem – to przepis na stworzenie niegojących się ran.  

Portia nie pisze – Portia się spowiada. ,,Unbearable Lightness" stanowi jej rozliczenie z każdym straconym i przybranym kilogramem, z każdą kalorią, z każdą nieprzespaną nocą i każdym pokonanym kilometrem. Bez owijania w bawełnę opisuje swoje obsesje związane z żywnością i ćwiczeniami. Są one szokujące, naprawdę, mogę to przyznać z ręką na sercu – w trakcie czytania kilkakrotnie kręciłam głową z niedowierzaniem. Autorka ciągle przesuwa granicę wytrzymałości fizycznej i psychicznej w pogoni za perfekcją. Wstrząsające jest to, co człowiek jest w stanie zrobić, by poczuć się akceptowanym i kochanym. Portia praktycznie zdeptała swoje ,,ja”, by stać się taką, jaką chcieli widzieć ją inni. Nauczona w dzieciństwie, że trzeba być ,,kimś” by być akceptowanym, że trzeba zasłużyć na miłość spektakularnymi osiągnięciami, była gotowa poświęcić absolutnie wszystko. 
Aktorka szczerze opisuje swoje zmagania z chorobą, wnikliwie bada powody swojego postępowania, zastanawia się i snuje swoją opowieść. Nie skupia się tylko na jednym aspekcie swojego życia i dzięki temu mamy wgląd w jej kontakty z rodziną i innymi ludźmi, zaglądamy za kulisy Hollywood, poznajemy dylematy osoby należącej do mniejszości.

Nie czytałam żadnego innego tytułu mówiącego o anoreksji/ bulimii, więc nie wiem jak  ,,Unbearable Lightness" wypada na tle pozostałych książek o tej tematyce. Dla kogoś bardziej obeznanego z tematem może to nie być szokujący tytuł, jednak mną wstrząsnął. Niewątpliwie należą się brawa dla autorki, że zdecydowała się poruszyć tak trudne tematy i obnażyć własne rany. To wymaga niebywałej odwagi i jednocześnie może komuś naprawdę pomóc.
,,Unbearable Lightness" napisano pięknie i z polotem, przystępnym i lekkim językiem, choć muszę przyznać, że musiałam kilka razy sięgnąć po słownik, zwłaszcza jeśli książka schodziła na tematykę medyczną. To plus, pozwalający poszerzyć słownictwo; stwierdziłam, że warto o tym wspomnieć - jeśli ktoś chce sięgnąć po ten tytuł, byłoby dobrze, gdyby znał język angielski w stopniu wyższym niż podstawowy.

Czego mi w tej książce brakowało? Uważam, że dobrze zrobiłoby dodanie jeszcze rozdziału albo dwóch, które opowiadałyby o leczeniu.  Niby, oczywiście, jest część książki mówiąca o zdrowieniu, ale odniosłam wrażenie, że jest ona dość pobieżnie opisana. Mamy rozdziały opowiadające o chorobie i te mówiące o zdrowiu, jednak brakuje nieco jakiegoś spoiwa, przejścia, które by je łączyło. Dogłębność i drobiazgowość części mówiącej o chorobie wymagałaby zrównoważenia tego mocnego akcentu, jakim bez wątpienia jest zwycięska batalia. Jednak, mimo wszystko, nie można odmówić ładunku piękna, spokoju i ciepła opisom życia po stoczonej walce.

Ta książka powinna dać do myślenia wszystkim: czującym presję bycia idealnym, wpatrzonym w szczuplutkie modelki i aktorki oraz krytykującym wygląd innych, wyzywając ich albo od świń, albo od worków kości i anorektyczek. Osobom skrywającym swoją orientację jak i tym, którzy krzyczą, że wszystkie mniejszości należy wytępić.
Nigdy nie wiadomo, z czym zmaga się dana osoba i jaką historię skrywa.

________________
Krótka biografia Portii:
http://pl.wikipedia.org/wiki/Portia_de_Rossi

12 paź 2012

,,Beautiful disaster/ Piękna katastrofa" - Jamie McGuire


Tytuł: Beautiful disaster
Autor: Jamie McGuire
Wydawnictwo, rok wydania: Simon&Schuster UK, 2012
Ilość stron: 420


~~***~~
 

  
Dobra dziewczyna

Abby Abernathy nie pije, nie przeklina i ciężko pracuje.

Abby wierzy, że pogrzebała swoją mroczną przeszłość, jednak kiedy przyjeżdża do college’u, jej postanowienie o rozpoczęciu nowego życia szybko zostaje poddane próbie przez uniwersyteckiego podrywacza, lubującego się w jednonocnych przygodach.

Zły chłopak

Travis Maddox, seksowny, dobrze zbudowany, o skórze pokrytej tatuażami, jest dokładnie tym, czego Abby powinna - a nawet musi – unikać. Travis spędza noce wygrywając pieniądze w nielegalnych walkach, a dni – w college’u jako okryty złą sławą beztroski uwodziciel.

Nadciągająca katastrofa?

Zaintrygowany odpornością Abby na jego urok, Travis wkrada się do jej życia za pomocą prostego zakładu. Jeśli przegra – spędzi w celibacie cały miesiąc. Jeśli ona przegra, będzie musiała spędzić w jego apartamencie taki sam okres czasu.

Czy początek czegoś pięknego?

Travis nie ma pojęcia o dwóch rzeczach: że właśnie spotkał swoją drugą połowę i że ich zakład stanie się początkiem obsesyjnego, intensywnego związku, który zaprowadzi ich na nieznane terytorium…

  
Zapowiedzi na okładce są dość szumne: ,,Intensywny, niebezpieczny, uzależniający - poznaj swoją nową obsesję" czy ,,międzynarodowy fenomen". Nie pozostaje mi nic innego, jak tylko przejść do rzeczy po krótkim wprowadzeniu.

Abby wyprowadziła się z rodzinnego miasta, by uciec przed przeszłością. Razem z najlepszą przyjaciółką Americą i jej chłopakiem Shepleyem próbuje odnaleźć się w nowym ,,grzecznym" życiu i pewnie by jej się to udało, gdyby pewnego dnia nie wylądowała na nielegalnej walce. To właśnie tam po raz pierwszy zobaczyła Travisa Maddoxa - nieuleczalnego podrywacza, w którym podkochują się wszystkie dziewczyny.

Ponieważ Abby solennie przyrzekła sobie, że będzie unikać tego, co reprezentuje sobą Travis, chłopak ma u niej nikłe szanse. Jednak on się nie poddaje i w efekcie zawiązuje się między nimi dziwaczna przyjaźń.

Wszystko byłoby w porządku, gdyby Travisowi nie wpadł do głowy piekielny pomysł - zakład. Abby przyjmuje go i od tej pory wszystkich czeka trzęsienie ziemi. A nawet kilka końców świata.

,,Beautiful disaster” nie nudzi, szybkie tempo akcji oraz różnorodność wątków nie pozwalają zatonąć w morzu westchnień i miłosnych wyznań. Zdecydowanie najciekawsze wydarzenia z całej historii były w małym stopniu związane z romansem: pierwsza wyprawa do Vegas, spotkanie z Maddoxami czy pojawienie się ojca Abby. Gdyby nie one, powieść zyskałaby status ciężkostrawnej. Bo czego jak czego, ale odpoczynku od błyskawicznie zmieniających się nastrojów w związku Abby i Travisa, naprawdę potrzeba czytelnikowi.

Autorka stara się, z różnym skutkiem, aby bohaterowie nie byli sztampowi. Dzięki temu zły chłopiec zyskuje łagodne oblicze, a grzeczna z pozoru dziewczynka ma tak naprawdę ostre pazury. To naprawdę nieźle widać na postaci Abby, choć muszę przyznać, że trochę za słabo była ukazana jej metamorfoza – gdyby mocniej zaznaczono jej grzeczne wcielenie, późniejsze wydarzenia byłyby ukazane w jeszcze innym, ciekawszym świetle. Mimo wszystko miło w końcu spotkać bohaterkę, która ma niebanalny talent i stara się, by nie być kolejną ,,mimozą”, która siedzi na tyłku i wzdycha do swoich myśli. Choć Abby to sympatyczna dziewczyna, to niestety, ale ma jedną, wielką wadę, o czym powiem za chwilę, przy okazji wad powieści.

Ogólnie mówiąc, na plus można zaliczyć wątki poboczne, tempo powieści oraz fakt, że mimo iż jest to zlepek różnych opowieści, które wiele razy słyszeliśmy, to całość jest dość zgrabnie opisana i złożona w jedno.

Niestety, Jamie McGuire nie wystrzegła się kilku większych i mniejszych wpadek, które znacznie obniżają ocenę książki. Grzechy główne to: bohater, upraszczanie i lekkomyślność.

Wspomnianym bohaterem i jednocześnie słabym ogniwem powieści jest Travis. Niestety, ale jego zachowanie oraz ogólna kreacja nie wzbudziły we mnie zachwytu. To kolejny zły chłopiec, jakich niestety już wielu widzieliśmy. Tutaj nie zadziałała ta sama metoda, co przy tworzeniu całej historii – o ile miszmasz wątków wziętych z innych książek/filmów był całkiem zgrabnym tworem, o tyle wklejenie do całości gotowego szkieletu bohatera było poważnych błędem.

Ot, najwyraźniej autorka założyła, że skoro czytelniczki pokochały Edwarda/ Christiana/ Patcha/ imię innego popularnego ostatnio faceta, to i ten kolejny-z-taśmy-bad-boy skradnie serca. Dlaczego określiłam pana Maddoxa jako kolejnego z taśmy? Hm, spójrzmy:

Po pierwsze: Travis jest piekielnie przystojny, to chodzący seksapil, na jego widok dziewczyny wyskakują z majtek w tempie natychmiastowym. KAŻDA, absolutnie każda nie ma oporów by się z nim przespać.
Po drugie: uczestniczy w walkach Kręgu i jest naprawdę dobry w spuszczaniu łomotu.
Po trzecie: jest wytatuowany.
Po czwarte: ma dużo kasy. Patrz punkt drugi.
Po piąte: jeździ na motorze.
Po szóste: w stosunku do swojej wybranki jest zaborczy, żaden inny facet nie ma do niej dostępu. Żadnego dostępu. Co za tym oczywiście idzie, jest piekielnie zazdrosny.
Po siódme: ma problem z kontrolowaniem agresji. Problematyczny z niego facet, ogólnie rzecz ujmując.
Po ósme: jest tak idealny, że nie musi nawet ćwiczyć, zdrowo się odżywiać, by mieć sześciopak na brzuchu i wyrzeźbione mięśnie.
I tak dalej , i tak dalej…

Zastanawiam się tylko, kiedy ta formuła na ogarniętych zaborczą obsesją facetów się skończy. Drogie autorki/ drodzy autorzy, to już zaczęło się robić nudne. I, wbrew pozorom, w normalnym świecie chłopak, który tłucze wszystkich, nie wzbudza w dziewczynie pożądania, tylko strach. Wyobraźcie sobie, że wasz facet na każdej imprezie daje w mordę każdemu, kto tylko was muśnie ręka, nawet przez przypadek. Do tego ma syndrom stalkera i właściwie nie przyjmuje do wiadomości odmowy. Jeśli mówi, że nie odpowiada mu strój dziewczyny, to jest to równoznaczne z tym, że założy ona to, co on dla niej wybierze. Wyłącznie on może kupować swojej dziewczynie drinki w barze, inaczej skończy się to awanturą. Gdy jest zły, potrafi zdemolować całe mieszkanie. Travis charakterem niebezpiecznie ociera się o Chrstiana Greya, a to nie jest recepta na bycie czarującym facetem. Czekam niecierpliwie, aż trafi mi się książka, w której bohater nie będzie egoistycznym i narcystycznym cymbałem, tylko zwykłym facetem. Serio, ile można czytać o tym, że koleś wpadł w szał/ jest zazdrosny/ pobił kogoś/ ma w nosie zdanie swojej dziewczyny? Cóż, już jakoś można przeboleć to, że ocieka seksownością i wygląda jak ósmy cud świata. Niechże tak będzie, odpuśćmy warstwę wizualną.

Żebyście mnie też źle nie zrozumieli – ja wiem, że w związkach są kłótnie, ciche dni i nieporozumienia. Że jeden z partnerów może mieć problemy, może chodzić o nałogi czy trudną przeszłość. I pisanie o tym jest ok, poruszanie takich tematów jest jak najbardziej ok. Tylko w przypadku ,,Beautiful disaster” jak i ,,Fifty Shades of Grey” problemy są (nie)rozwiązywane w łóżku. Abby/ Anatasia na widok swojego faceta Travisa/ Chistiana daje się prowadzić hormonom i alkoholowi. W efekcie lądują w łóżku, kłócą się, przebaczają, idą na imprezę i kółko się zamyka. Ich rozterki i problemy wiszą sobie w powietrzu, bo tak. Bo autorka koniecznie chciała jakąś traumę wprowadzić. Zero refleksji nad trudną sytuacja – o, wzruszymy ramionami i idziemy dalej.

Cóż, to upraszczanie problemów najlepiej pokazuje, że ,,Beautiful disaster” to rodzaj nowoczesnej bajki dla zdecydowanie starszych dziewczynek. Ich młodsze siostry mają nadal Kopciuszka i Śnieżkę a mamy mają Anę Steele i Christiana Greya. W bajkach, jak wiadomo, wszystko kończy się szczęśliwie, miłość wygrywa i nikt nie zaprząta sobie głowy tym, czy całość trzyma się kupy. Tak dokładnie jest w przypadku tej powieści.

Kolejny punkt, który sprawia, że skóra cierpnie, to lekkomyślność głównej bohaterki. Abby to nie jest tępa dziewczyna, choć jej brak rozsądku czasem świadczy przeciwko niej. Całe szczęście, że ma resztki instynktu samozachowawczego i zdaje sobie sprawę z tego, że Travis ma swoje za skórą i może wcale nie być dla niego najważniejsza.

,,Beautiful disaster” jest wciągającą powieścią, romansem ubarwionym zaskakującymi wydarzeniami. Choć nie jest to powieść, która rzeczywiście zasługuje na miano ,,międzynarodowego fenomenu”, to i tak jest o wiele lepsza od ,,Fifty Shades of Grey”. Tak na marginesie: szykuje się ,,Walking disaster” czyli, jak nietrudno rozgryźć - ,,Beautiful disaster” z perspektywy Travisa. Ja z pewnością po nią sięgnę, choćby dlatego, że powieść była całkiem niezła i jestem ciekawa, czy zmienię swoją opinię o Travisie, gdy poznam całą historię z jego punktu widzenia.