20 sie 2012

,,Fifty Shades Freed" - E. L. James



Tytuł: Fifty Shades Freed
Autor: E. L. James
Wydawnictwo, data wydania: Arrow Books, 2012 r.
Ilość stron: 583

~~***~~


Christiana Greya pragną chyba wszyscy...

...pozabijać.

Taka refleksja nasunęła mi się na myśl po lekturze finałowego tomu. Jeśli ktoś spodziewał się, że ta część będzie spektakularną odmianą po poprzednikach, to niestety, ale musiał przełknąć gorzkie rozczarowanie.

Zacznijmy jednak po kolei – czyli co słychać u naszych bohaterów.

Pierwsze spotkanie studentki Anastasii Steele z olśniewającym młodym przedsiębiorcą Christianem Greyem wywołało zmysłowy romans, który nieodwracalnie zmienił ich życia. Wstrząśnięta, zaintrygowana i, ostatecznie, odepchnięta przez osobliwe upodobania erotyczne Christiana, Ana wymaga od niego głębszego zaangażowania. Mężczyzna jest zdeterminowany by ją zatrzymać i zgadza się.

Teraz Ana i Christian mają wszystko – miłość, namiętność, bliskość, bogactwo i świat pełen możliwości. Jednak Ana wie, że kochanie jej Fifty Shades nie będzie łatwe, a bycie razem może stawiać wyzwania, których żadne z nich nie przewiduje.

Ana musi jakoś nauczyć się dzielić bogaty styl życia Christiana bez poświęcania własnej tożsamości. Christian z kolei musi przezwyciężyć przymus kontrolowania gdy walczy z demonami udręczonej przeszłości.

Właśnie wtedy, gdy wydaje się, że ich wspólna siła przyćmi każdą przeszkodę; nieszczęście, złośliwość i los spiskują, by obrócić najgłębsze lęki Any w rzeczywistość.

Po konfrontacjach z Eleną i Leilą życie naszej pary zaczęło się stabilizować. Ana i Christian podjęli ważną decyzję i wydawać by się mogło, że nic nie może im zagrozić. Jednak niepokój narasta, gdy okazuje się, że były szef Any tropi wytrwale całą rodzinę Greyów, chcąc ich skrzywdzić. Powód jego zemsty tkwi głęboko pogrzebany w przeszłości i Christian zmuszony jest na nowo zmierzyć się ze wspomnieniami. Ana z kolei przekonuje się, że drobne z pozoru przeoczenie może przynieść gigantyczne konsekwencje.

Mają wszystko – mogą wszystko?
Jest ktoś, kto może więcej – i może zabrać im cokolwiek zechce.

Wina dobre i tanie...

Nasi bohaterowie co kilka stron raczą się szampanem, winem i innymi rodzajami alkoholi z najwyższych półek. Jeśli miałabym pokusić się o porównanie powieści do jakiegoś trunku, to chyba było by to... wino marki wino, potocznie zwane jabolem.

,,Fifty Shades Freed” ma fragmenty, przy których powinien widnieć dopisek ,,Uwaga, teraz musisz użyć gazu rozweselającego/alkoholu/słodyczy/innych rozweselaczy, bo inaczej nie ogarniesz!”

A co to za fragmenty? Cóż, to chyba nie będzie żaden spoiler, jeśli je wymienię. Zacznijmy od tego, kto czyści seks-zabawki Christiana. On sam? Dobrze. Jego niewolnice? Również się zgadza. I ktoś jeszcze. Kto? Gosposia! Wiecie, w przerwie pomiędzy umyciem okien a robieniem obiadu wymienia baterie w wibratorach i poleruje kajdanki.

Sceną, która działa liftingująco, podciągając brwi do połowy czoła, zdecydowanie jest jedno ze słodkich sam na sam Christiana i Anastasii. Dokładniej mówiąc, jest to moment, w którym pan Grey goli miejsca intymne swojej dziewczynie. Tak w ramach uwodzicielskiej gry erotycznej. W tym związku raczej nie ma marginesu intymności. Dobra, ja się nie czepiam i nie oceniam, może ktoś to lubi – tyle że ta scena w opisie pani James brzmi jak zdrowo rąbnięta wizja.

Z kolei Oscar za najgłupszy dialog roku wędruje do pewnego małżeństwa, w którym mąż na wieść, że jego żona jest w ciąży, wrzeszczy na nią i stwierdza, że ,,nie są gotowi na dziecko, bo za krótko się znają!”. Małżeństwo, które zna się za krótko... Myślałam, że ślub to coś, na co decydują się osoby, które dobrze poznały siebie nawzajem i mają w miarę pokrywające się plany na przyszłość. Jak widać, autorka uważa nieco inaczej; małżeństwo na początku znajomości – dlaczego nie?

Akcja nadal jest strasznie niemrawa i ciągnie się przez ponad 300 stron, dopiero później pojawia się kilka sytuacji, które mogą wyrwać czytelnika z marazmu. Mówię ,,mogą” bo najpierw trzeba do tego momentu dotrwać, a to wcale nie jest takie łatwe. Dlaczego? Głównym powodem jest fakt, że dostajemy praktycznie to samo, co zaserwowano nam w pierwszej jak i drugiej książce. Brnięcie po raz trzeci przez identyczny krajobraz nie wydaje się być grą wartą świeczki.

Autorka miała ambitny plan wplecenia intrygi w fabułę swoich powieści. Zarówno poprowadzenie jej jak i rozwiązanie utrzymuje taki sam poziom jak cała trylogia – kiepski.

You and I get so damn dysfunctional*

Ana przez trzy tomy próbuje postawić na swoim i przebić się z własnymi racjami. W ,,Fiffty Shades Freed” nareszcie w pewnym sensie jej się to udaje, choć nadal owocuje to ,,och, co powie Christian?! Co on sobie pomyśli?!”. Jeszcze chyba nie spotkałam tak bezwolnej osoby, która nigdy nie słyszała o instytucji własnego zdania. Czym jej wyprano mózg? Wybielaczem?

Nie można również zapomnieć o ,,metodzie wychowawczej” praktykowanej przez pana Greya: Ana chce wyrazić swoją opinię? No to uprawiamy seks. Ana stara się buntować? Też seks. To ją skutecznie ucisza. Wystarczy, że Christian spojrzy Swoim Bardzo Specjalnym Och Ach spojrzeniem i już majtki lecą w dół. To ci dopiero solidne podstawy zdrowego związku.

Christian zasługuje na nic innego, jak tylko porządne grzmotnięcie patelnią w łeb. Do tej pory był denerwujący, ale w trzeciej części to osiągnęło apogeum. Autorka poprzez kreację tej postaci najwyraźniej chciała wzbudzić w czytelnikach współczucie, ale osiągnęła zupełnie inny efekt. Zamiast pocieszać Christiana, ma się ochotę chwycić go za poły ultra drogiego garnituru i potrząsnąć nim z głośnym ,,ogarnij się chłopie!” na ustach. Aż wierzyć się nie chce, że pan Grey ma być nowym ideałem mężczyzny. Pod jakim względem? Bo jest bogaty? Bo jest przystojny? A może niesamowicie pociągające są zmagania z okaleczoną psychiką i znoszenie traktowania jak własność. Nie wiem.

You and I get sick, yeah, I know that we can't do this no more*

Liczyłam na to, że dzięki obrazowi całości będę umiała odpowiedzieć na pytanie, co przyczyniło się do zawrotnego sukcesu. Nadal tego nie wiem i pewnie się już nie dowiem. Tak na marginesie – zastanawiam się, kto finalnie zgodzi się na zagranie głównych ról i jak reżyser przedstawi ,,momenty”. Momentów jest dużo i jako integralną część powieści nie da się ich pominąć. Choć film nie jest nawet w zalążku, to już można mu wróżyć kasowy sukces. Fani książek tłumnie ruszą do kin, a pozostali ( w tym ja) podążą za nimi, wiedzeni ciekawością, czy z tak paskudnego materiału udało się uszyć coś miłego dla oka. Wiecie co? Uważam, że przy dobrej ekipie filmowej, naprawdę to może się udać. Bo uparłam się i powtórzę to po raz kolejny: pomysł miała pani James rewelacyjny. Tyle, bo do wykonania daleka droga i w efekcie na dobrych podwalinach postawiono szałas.

Gdyby nie fakt, że miałam pod ręką całą trylogię, pewnie odpuściłabym po pierwszym tomie. Chyba tylko ciekawość i spora doza samozaparcia przeprowadziły mnie przez karty tych powieści.

Według zapewnień z okładki, ta historia zostanie ze mną na zawsze; mam szczerą nadzieję, że tak się nie stanie. Pewnie przypomnę sobie o niej, gdy ekranizacja wejdzie do kin. Teraz mam ochotę spłukać cierpki smak najgorszej serii roku książką rzeczywiście dobrą, a nie tylko dobrze rozreklamowaną.
 ___________________________
*Maroon 5 - ,,One more night"

12 komentarzy:

  1. Raczej daruję sobie tę książkę i jej kolejne części. Jestem w pewien sposób zniechęcona, lecz niecałkowicie. Pomysł rzeczywiście wydaje się niezły, ale skoro "do wykonania daleka droga" to ta lektura może być dla mnie udręką.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. również odpuszczę sobie lekturę, nie ma co czytać na siłę czegoś, co mnie nie interesuje

    OdpowiedzUsuń
  3. Aż strach pomyśleć, że takie gnioty nie raz zostają okrzyknięte odkryciem roku. Ja tak jak w poprzednich komentarzach stwierdzam, że na pewno nie sięgnę po żaden tom tej trylogii.

    OdpowiedzUsuń
  4. No cóż, tym razem to na pewno nie sięgnę po tę książkę i dzięki za informację, że nie warto.

    P.S. Też lubię Maroon5 :) I to od dawna, dawna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja również bardzo lubię Maroon5 i stwierdziłam, że ,, One more night" jest dość adekwatnym utworem do ogólnego zamysłu powieści ;)

      Usuń
  5. Dzięki za cynk. Odpuszczę sobie tę książkę.
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Po tej błyskotliwej recenzji subskrybuję bloga :) również nie polecam tej książki ( i w ogóle całej serii). Myślę, że jedynym powodem, dla którego katowałam się nimi tak długo, była nadzieja, że wreszcie mi się spodoba. Cóż, nie udało się.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  7. XD o matko, świetna recenzja :D Uśmiałam się parę razy ;)
    Nie wiem czy się za to zabiorę, nie wiem czy psychicznie starczy mi sił :)
    Recenzje czytało się za to bardzo miło :D

    OdpowiedzUsuń
  8. a ja mam pytanie jakie jest dosłowne zakończenie? czy oni są ze sobą razem czy tego zaś nie wiadomo???
    bardzo proszę o odpowiedz :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Odpowiedzi
    1. Przepraszam za zwłokę, już odpisuję ;)

      [SPOILER]
      Odnośnie Any i Chrstiana mamy naprawdę wielki happy ending. Są razem i mają rodzinę
      [SPOILER]

      Usuń
  10. wow ale fajnie :)
    dziękuję Ci bardzo za odpowiedz :)

    OdpowiedzUsuń