10 lip 2012

,,Pomaluj to na czarno" - Janet Fitch



Tytuł: Pomaluj to na czarno
Autor: Janet Fitch
Wydawnictwo i rok wydania: Świat Książki, 2008
Ilość stron: 496
Cena: 34, 90 zł


| ~ | ~ |


Josie Tyrell to młoda dziewczyna, modelka pozująca dla artystów i aktorka w amatorskich filmach. Pochodzi z wielodzietnej, ubogiej rodziny. Przynależy do subkultury punkowej, bierze narkotyki i pije duże ilości alkoholu.

Michael Faraday to syn sławnej pary – pisarza Calvina Faradaya i pianistki Meredith Loewy. Chłopak próbuje oderwać się od bogactwa rodziny i zamieszkuje w małym domku wraz z Josie. Razem snują plany na temat podróży, wijąc sobie artystyczne gniazdko. Jednak nadopiekuńcza matka nie daje Michaelowi spokoju. Pewnego dnia Michael znika na kilka dni pod pretekstem malowania w odosobnieniu. Bezskutecznie próbująca się z nim skontaktować Josie dostaje wiadomość, że jej chłopak popełnił samobójstwo. Dlaczego? Co pchnęło go do podjęcia takiej decyzji?

Wbrew tytułowi, Janet Fitch nie pomalowała niczego na czarno. Ona chlusnęła farbą na surową, siną ścianę – przez co powieść miejscami jest mroczna, a miejscami bezbarwna.

Powieść można podzielić na dwie części, z czego druga jest wyraźnie gorsza. Wątek Josie i Meredith w wielkiej posiadłości zamrażał całą akcję i tak naprawdę nie prowadził do niczego. Te kilkadziesiąt stron można było poświęcić na rozwinięcie powieści przed śmiercią Michaela, by nadać ich związkowi głębszy sens, którego niestety zabrakło.

Pytania, które nawarstwiły się w trakcie lektury, niestety wraz z końcem książki nie znalazły odpowiedzi. Możemy się tylko domyślać, co pchnęło młodego malarza do samobójstwa. Czy była to depresja? A może chciał uciec od przeszłości, która za bardzo bolała?

Bohaterowie to ludzie z krwi i kości, wraz z dobrodziejstwem inwentarza. Daleko im do ideału, pod wpływem emocji zachowują się (dla czytelnika) irracjonalnie.

Postać Josie jest dość ciekawie skonstruowana; jej postawa mogłaby być definicją zagubienia. Jest ona barwną osobą, łączącą w sobie różne sprzeczności. Sama również skrywa bolesny sekret, ale walczy ze swoją przeszłością, stara się uporać z życiem.

Ile dowiemy się podczas lektury o Michaelu? Tak naprawdę nic. Zastanawiający jest fakt, że każda z napotkanych osób znała jego zupełnie inny życiorys. Dlaczego był takim kłamcą? Która z jego wersji była prawdziwa? Do tego charakterystyka mężczyzny nakreślona słowami Josie nie przysporzyła mu mojej sympatii. Związek tych dwóch osób mnie osobiście wydał się toksyczny. Mało miłości wyłuskałam ze wspomnień Josie, więcej cierpienia.

Zastanawiałam się, co napisać o Meredith, ale ona, tak samo jak jej syn, jest dość enigmatyczną postacią. Z jednej strony to nadopiekuńcza matka, która miała niejasny związek z Michaelem, ale z drugiej bardzo utalentowana kobieta, również skrzywdzona w przeszłości. Za swój muzyczny geniusz zapłaciła słoną cenę.

Jeszcze chyba nigdy nie przeczytałam powieści, co do której miałabym tak ambiwalentne odczucia. To książka dość nierówna. Nie jest to arcydzieło, ale i nie jest to gniot.

Przewrotnie o tej książce można powiedzieć, że każda jej zaleta może być zamieniona w wadę – i odwrotnie. Przykładowo – przemyślenia Josie można rozpatrywać pod kątem nużących miejscami rozmyślań o wszystkim i niczym lub jako zapis nieustającego myślowego strumienia, świadczący o kunszcie autorki.

Bez większych zarzutów pozostawię też misternie utkaną historię. Sam zamysł oraz poprowadzenie wątku Josie i jej relacje z innymi ludźmi są bardzo ciekawe, jeśli przymknie się oko na dużą ilość dygresji przyprawionych narkotykami i alkoholem.

Na plus również można zaliczyć atmosferę powieści. Miejscami ciężką i duszną od perfum Meredith, a miejscami zimną i gorzką od wódki popijanej przez Josie.

Pojawia się trochę dobrych, wręcz ,,filmowych” scen. Pisarka posługuje się barwnym, plastycznym językiem, więc można wyobrazić sobie wygląd poszczególnych osób, lokacji czy sytuacji. Końcowe sceny ,,hotelowe” uważam za jedną z perełek tej powieści.

Jeśli chodzi o powieść ogółem, to można ją określić słowem – niejednoznaczna. Jest wiele niedomówień, mało odpowiedzi; również zachowanie postaci trudno ocenić z całą stanowczością, bo zawsze pojawia się jakieś ,,ale”.

,,Pomaluj to na czarno” to książka, która męczy czytelnika, zarówno w pozytywnym jak i negatywnym sensie. To książka, która odpycha i przyciąga. Miejscami przegadana, zapchana stertą egzaltowanych przemyśleń młodej dziewczyny. Powieść ciężkostrawna, której nie można przeczytać ,,na raz”. Pełna szarości i smutku, depresyjna – nie wiem, czy jest to książka, do której będzie się chciało wracać.

,,Białego oleandra” tej autorki jeszcze nie czytałam, ale już czeka na mnie na półce. Jeśli wierzyć recenzjom, jest on lepszy od ,,Pomaluj to na czarno”. Niedługo sama się o tym przekonam.

2 komentarze:

  1. raczej nie dla mnie
    nie przemawia do mnie ta historia
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Ojj, zdecydowanie nie dla mnie :)

    OdpowiedzUsuń