30 maj 2012

,,Piosenki dla Pauli" - Blue Jeans

  
Tytuł: Piosenki dla Pauli
Autor: Blue Jeans
Wydawnictwo i rok wydania:Wydawnictwo Jaguar, 2012 r.
Ilość stron: 638
Cena: 39, 90 zł

+_+_+


Lubicie telenowele?
A słodko – mdłe wyroby czekoladopodobne lubicie?
Jeśli tak, to ,,Piosenki dla Pauli” powinny was zachwycić.

Sześćset trzydzieści osiem stron, sto dwanaście rozdziałów, tydzień z życia grupy różnych osób. Naprawdę miałam nadzieję, że biorę do ręki porządną powieść obyczajową dla nastolatków; taką o codziennym życiu i pierwszej miłości, z ciekawymi i bogato wykreowanymi postaciami. W końcu autor musiał te ponad sześćset stron wypełnić sensową treścią, bo ile można pisać o niczym, prawda?
Niestety, Blue Jeans najwyraźniej nie zamierzał stawiać wysoko poprzeczki. Na dobrą sprawę, tej poprzeczki w ogóle nie ma, przez co nie będzie się musiał w przyszłości zbytnio starać, by napisać coś lepszego niż ,,Piosenki dla Pauli”, które utrzymują żenujący poziom.

Czego się możemy dowiedzieć po lekturze tego wątpliwej jakości dzieła? Że dwumiesięczna znajomość na czacie to już miłość, a namiętne pocałunki i pieszczoty na pierwszym spotkaniu z zupełnie obcą osobą są jak najbardziej OK. Jak w przypadku każdej wielkiej miłości pójście do łóżka po tygodniowym związku to wręcz obowiązek i dłużej zwlekać nie wolno, a stracenie dziewictwa przed szesnastym rokiem życia jest rzeczą pożądaną. Wszystko to przyozdobiono słodziutkim sosem infantylizmu.
Tak, o tym mówi powieść przeznaczona dla młodzieży powyżej dwunastego roku życia. Nawet diametralny zwrot akcji w zakończeniu nie ratuje całości. Może autor zdał sobie sprawę z tego, jak beznadziejną powieść stworzył i próbował się zrehabilitować?

Bohaterowie z ,,Piosenek dla Pauli” to prawie w stu procentach kretyni. Poza seksem/flirtem nie mają żadnych zainteresowań i gardzą nauką. O tak, to jest cool, trendy, top, pro i co tam jeszcze chcecie. Nauka w wieku lat szesnastu jest passé, moi drodzy. Ważniejsza jest ilość romansów na liczniku oraz to, czy ma się za sobą pierwszy raz. Może tylko niektórzy spośród postaci zdradzają zaczątki myślenia i potrzeby rozwijania się, ale nie robią tego w zbyt spektakularny sposób. 

Oto mamy niespełna siedemnastoletnią Paulę, wielką fankę popowej rockowej piosenkarki Katii i plecaka z atomówkami.  Według pozostałych, nasza główna bohaterka to dziewczyna niezwykłej głupoty urody. Poza słuchaniem w kółko jednej piosenki i czatowaniem z nieznajomymi, ma jeszcze jedno ambitne hobby – ocena codziennego stroju przyjaciółek.  Potrafi wyrecytować zestawy, w których się pojawiły na zajęciach, kilka dni wstecz. Wszystko w trosce o to, by nie pojawiły się dwa razy w ciągu dwóch dni w tym samych spodniach. Bo to skaza na reputacji. Paula ma trzy przyjaciółki -  Miriam, Dianę i Cris, równie nierozgarnięte jak ona sama. Jedna konsekwentnie unika promocji do następnej klasy, bo, niby w żartach, twierdzi, że chce zostać z resztą paczki. Drugiej wystarczy wmówić, że wpadła w oko jakiemuś chłopcu i ona natychmiastowo pała do niego miłością wieczną i gorącą. Trzecia z kolei jest podobno najspokojniejsza z całej czwórki, więc nic powiedzieć się o niej nie da. Nasza okrutnie głupia słodka paczka w życiu chyba nie słyszała o czymś takim jak nauka. Czas spędzają na czatowaniu, flirtowaniu, plotkowaniu, chodzeniu na zakupy i dyskoteki, i skrupulatnym dobieraniu elementów garderoby. Przyjaciółki w ramach siostrzanego wsparcia radzą Pauli, by po trzech dniach związku pomyślała o współżyciu ze swoim chłopakiem. W imię miłości oczywiście.
Wybrankiem Pauli jest dwudziestodwuletni grafoman dziennikarz o imieniu Angel. Pracuje on w piśmie muzycznym i... I podobno jest bardzo przystojny i niezwykły z niego romantyk. Generalnie tyle na jego temat udało mi się wyłuskać z prawie siedmiuset stronicowej powieści.
Kolejnym kandydatem do serca głównej bohaterki jest Alex – następny grafoman, jeszcze większy niż poprzedni pisarz i saksofonista. Fragmenty jego wesołej twórczości, z którą miałam przyjemność się zapoznać w trakcie lektury ,,Piosenek dla Pauli” powodowały u mnie niepowstrzymany chichot. Oto, jak szanowny początkujący pisarz opisuje czternastoletnią bohaterkę swojej powieści: ,,Kombinacja niewinności i zmysłowości (...)rozchylała mięsiste wargi (...) ubranie ujawniało obfite krągłości (...) istny anioł (...) dziewczynka zasługująca na doktorat z kobiecości”.*
W ramach ubarwiania fabuły autor stworzył dwie psychopatki i stalkerki – piosenkarkę Katię oraz przyrodnią siostrę Alexa – Irene. Różowowłosa Katia z miejsca zaczyna darzyć obsesyjnym uczuciem Angela i robi wszystko by go zdobyć, czyli wydzwania do niego, próbuje upić i uwieść czy snuje rozmaite intrygi. Z kolei Irene ubiera się jak... pani obyczajów powszechnie uważanych za nieodpowiednie i podrywa wszystkich mężczyzn w zasięgu jej wzroku. Do tego szpieguje brata na różne sposoby. W ten wyrafinowany sposób próbuje wzbudzić zazdrość i dobrać się do Alexa. To nic, że jest on jej przyrodnim bratem, taki tam malutki szczególik.
Wszyscy bez wyjątku są sztuczni, papierowi, irytujący i infantylni. Żadna z postaci nie wzbudziła mojej sympatii ani nie wyróżniła się wśród innych czymś szczególnym. Na dobrą sprawę odróżniają ich tylko imiona, choć i tutaj popełniono błąd. W rozdziale dwudziestym pierwszym autor pomylił Angela z Aleksem i ciągle używał to jednego, to drugiego imienia. Możliwe, że takich sytuacji było więcej, ale z powodu natłoku bohaterów i powiązań między nimi przeoczyłam to.
Autor również najwyraźniej kocha szczegóły i szczególiki. Oto możemy się dowiedzieć, co nosi na sobie dana bohaterka, jak te ubrania ściąga i co się pod tymi ubraniami kryje. Albo jak rozprowadza podczas kąpieli żel na ciele jeden z bohaterów. Albo jak dziewczyna obrazowo krztusi się kawałkiem banana. Takich rzeczy jest mnóstwo.
Wprost wielbię podejście pod tytułem ,,skoro książka jest dla nastolatków to ma być płytka, głupia, infantylna i niech najlepiej gadają o seksie. Ciągle. Broń ktokolwiek, żeby ambitne tematy się pojawiły”.  Stop! Intymność może być ambitnym tematem – a nawet powinna. Wbrew pozorom książka przeznaczona dla młodszego czytelnika wymaga wysiłku, czego niestety szanowny pan Blue Jeans chyba nie wiedział. A szkoda, bo o tym, że dla nastolatków można pisać mądrze, udowodnili między innymi: Alessandro D'Avenia ( ,,Biała jak mleko, czerwona jak krew”), Gayle Forman (,,Jeśli zostanę”), Jenny Downham ( ,,Zanim umrę”). Fakt, może nieco inną tematyką zajmują się wymienieni autorzy, ale to, w jaki sposób opisują zagadnienie i jakim językiem to robią, powinno być dla twórcy ,,Piosenek dla Pauli” mocną wskazówką.
Oprawa graficzna również nie może być zaliczona na plus – koślawe serduszka zdobiące okładkę i wnętrze książki wyglądają raczej jak żywcem wyrwane z pamiętnika  szóstoklasistki, a przecież powieść jest o tak ,,dorosłych i dojrzałych” ludziach.

Szkoda papieru, czasu spędzonego na tłumaczeniu i przygotowaniu tego gniota do wydania. Jakby tego było mało, podobno w przygotowaniu są kolejne części. Może ktoś się postara i wprowadzi je jedynie jako ebooki, a zaoszczędzone materiały poświęci na tytuł o niebo lepszy od ,,Piosenek dla Pauli”.
Komu polecam? Raczej odradzam, nawet najbardziej niepoprawnym romantyczkom i marzycielkom. Jest tyle ciekawych tytułów na rynku wydawniczym, że naprawdę nie warto marnować czas na ,,Piosenki”. To słodka do bólu zębów banalna historyjka, której nie powstydziłby się brazylijski tasiemiec.

-----------------------------------------------------------------------

·   * ,,Piosenki dla Pauli” str. 161

16 komentarzy:

  1. Na pewno nie przeczytam, tyle negatywnych opinii widziałam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jakoś od początku nie miałam ochoty na czytanie tej książki, a Twoja recenzja tylko mnie w tym utwierdziła :D

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. Jestem zachwycona Twoją recenzją ;). Sprawiłaś, że nawet chętnie zapoznałabym się z tą książką - tylko po to, by sprawdzić, jak denny może być jakiś utwór ;). Takie niecodzienne doświadczenie, heh...

    OdpowiedzUsuń
  4. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  5. Kolejna tak negatywna recenzja skutkuje tym, że na pewno nie sięgnę po tę książkę. Ponad 600 stron to jak dla mnie dużo i wolę ten czas poświęcić na coś godniejszego uwagi.

    OdpowiedzUsuń
  6. Piękna recenzja na rozpoczęcie dnia <3

    OdpowiedzUsuń
  7. Mimo wielu negatywnych opinii ja po nią sięgnę, gdyż na własne oczy chcę się przekonać czy ta pozycja jest aż tak straszna. Jednakowoż poczekam aż książka trafi do biblioteki bądź poczekam na jakąś promocję gdyż nie chcę wydawać 40 złotych na coś, co może się okazać tego niewarte.

    OdpowiedzUsuń
  8. Książki nie czytałam ale na pewno po nią sięgnę przy najbliższej okazji.Twoja recenzja zachęciła mnie do przeczytania tej książki.Dodałam się do obserwowanych ponieważ bardzo podoba mi się Twój język i styl pisania recenzji.Jeśli chcesz dodać się do obserwowanych u mnie będzie mi bardzo miło.Serdecznie zapraszam na:
    www.in-world-book.blogspot.com
    Pozdrawiam i czekam z niecierpliwością na kolejną recenzję.

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie zamierzam nawet wziąć do rąk tej książki ;)
    Podoba mi się twój styl pisania,będę tu często zaglądała ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Ta książka jest naprawdę super, bo sama właśnie jestem w trakcie czytania. I po co piszecie, że nie przeczytacie, bo widzieliście negatywne komentarze i za dużo stron. Najpierw poznajcie tę książkę i przeczytajcie. Potem oceniajcie, bo naprawdę ta książka jest godna przeczytania. I np. gdy jest pochmurno i pada deszcz lub jest burza to można usiąść i czytać. Ja jestem już na 51 rozdziale i książka mi się nie nudzi. :D

    OdpowiedzUsuń
  11. widac wlasnie kto jest tak "inteligentny" i powyzej poziomu opisywanej powiesci, jesli czerpiecie wnioski po negatywnych opiniach i komentarzach, kazdy ma inny gust, mnie osobiscie wciagnela. Radze najpierw przeczytac :-)

    OdpowiedzUsuń
  12. Ja jej nie czytałam,bo szkoda mi 40zl,ale jakbym znalazła w bibliotece to z chęcią przeczytam. Przeczytałam kilka stron w Matrasie, więc wiem,że łatwo się ją czyta :) A jaka będzie to się okaże :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Ksiazke przeczytalam, a szczerze powiedziawszy usmialam sie przy twojej recenzji. Jest ona bardzo adekwatna i trafia w sedno. Ksiazka nakreca, komplikuje i pociaga by czytac dalej. Nie wiem czy polecam czy nie, zas moge powiedziec ze czytalam ja z usmiechem na ustach i zmieszaniem w srodku. Jednym slowem bylam ciut zazeniwana ze to przeczytalam, aczkolwiek nie moge powiedziec ze stracilam na nia czas. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  14. Ciesze sie ze istnieja ludzie, ktorzy potrafia szczerze wyrazic swoje zdanie w recenzji;) Przynajmniej nie bede marnowac czasu ;)

    OdpowiedzUsuń