14 mar 2012

,,Ocaleni. Życie, które znaliśmy" - Susan Beth Pfeffer


Tytuł: Ocaleni. Życie, które znaliśmy
Autor: Susan Beth Pfeffer
Wydawnictwo i data wydania: Wydawnictwo Jaguar, 2012
Ilość stron: 351
Cena: 34, 90 zł


~~***~~

Życie nastoletniej Mirandy toczy się zwyczajnym torem. Dziewczyna chodzi do szkoły, spotyka się z przyjaciółkami, zajmuje się swoim hobby i przeżywa zauroczenia. Martwi się egzaminami końcowymi i balem. Po rozwodzie rodziców mieszka z matką i braćmi. Jak to w rodzinie – czasem dochodzi do kłótni i nieporozumień.

Jej życie pewnie dalej by tak wyglądało, gdyby nie pewne wydarzenie. Osiemnastego maja w Księżyc uderza asteroida. Początkowo, według uczonych, nie miało to nikomu zagrozić, toteż mieszkańcu tłumnie wyszli wieczorem na ulicę, by zaobserwować ciekawe zjawisko.

Jednak okazuje się, że naukowcy popełnili błąd. Według ich obliczeń, skutki nie powinny być wyczuwalne. Nie powinny, ale tsunami, trzęsienia ziemi, wybuchy wulkanów, niebo zasnute pyłem i wahania temperatur pokazują, że stało się coś bardzo, bardzo złego.

Zaczyna brakować elektryczności, nie ma jedzenia, komunikacji , benzyny i oleju opałowego. Studnie wysychają i coraz trudniej zdobyć wodę. Rozprzestrzeniają się epidemie, atakuje śmiertelny szczep grypy.

A o tym wszystkich czytelnik dowiaduje się z pamiętnika szesnastolatki.

Przyznaję, po pobieżnym przekartkowaniu książki i zorientowaniu się w formie powieści, zaczęłam się obawiać. Czego? Tego, że dowiem się niewiele o wspomnianej wyżej sytuacji, za to zostanę uraczona przemyśleniami na temat nieszczęśliwej miłości, westchnieniami na temat przystojnego pana X czy Y, narzekaniem na szkołę i podobnymi. Na szczęście Miranda to nie Bella, jak się okazało po lekturze, i dostajemy całkiem ciekawy dziennik z końca świata.

Dziennik jest napisany prostym językiem, niektóre wpisy maja po kilka stron, inne zaledwie jedno zdanie. Historia też nie jest skomplikowana. Poznajemy codzienne życie Mirandy i jej rodziny. Nie ma zwrotów akcji, złych charakterów czy rycerza na białym koniu, który ratuje damę z opresji. Ot kolejna-książka-dla-nastolatków chciałoby się rzec.

Tyle tylko, że ta powieść piekielnie wciąga. Ja osobiście niecierpliwie wypatruję kolejnych tomów na horyzoncie.

Co jest w niej takiego niezwykłego? Dobre pytanie. Ani historia nie jest zbytnio oryginalna, bo temat końca świata był, jest i pewnie będzie opisywany dopóki komuś starczy wyobraźni. Ani forma – bo dziennik był już sukcesywnie wykorzystywany chociażby w serii o Adrianie Mole’u. Język? Już wcześniej wspomniałam – prosty, codzienny. Trudno również powiedzieć, by fascynujące było czytanie setnego wpisu o tym, jak starszy brat poszedł rąbać drewno. Mimo to strony przewraca się z zaciekawieniem. Sądzę, że przyczyną tego jest realność książki. Poznajemy świat u progu zagłady, ale nie tak jak w hollywoodzkich produkcjach – z fajerwerkami , pościgami i idealnym głównym bohaterem. Widzimy go oczami nastolatki, która początkowo nie radzi sobie z nową sytuacją. Poznajemy życie ocalonych z pierwszej ręki. Zresztą, jest w nas pewna ciekawość tego, jak może wyglądać koniec świata i jak sobie z nim radzić. Jest ona wodą na młyn tej książki.

Panika, strach, pogrążenie w modlitwie, walka o przetrwanie z jednoczesnymi próbami utrzymania dawnego życia – każdy z bohaterów próbuje uporać się z nowym życiem na swój sposób. Niektórzy podejmują trudne decyzje i opuszczają rodziny w poszukiwaniu lepszego i bezpieczniejszego miejsca. Wygasająca nadzieja zmusza do trudnych wyborów – ten, kto ma największe szanse na przetrwanie, dostaje żywność kosztem innych.

Jak widać, niewiele w tej książce słodyczy. Jest śmierć, jest strach, jest walka. Zachowanie bohaterów czasem sprawiało, że oczy wychodziły mi z orbit. Potrafią oni być w pewien sposób brutalni czy bezpośredni. W tej książce mamy ludzi z krwi i kości, a człowiek w sytuacji ekstremalnej przekracza niektóre granice.

Nie wspomniałam jeszcze o bohaterach. Z oczywistych względów najlepiej poznajemy Mirandę, ale i jej rodzina nie będzie nam obca. Głowna bohaterka to sympatyczna nastolatka, taka dziewczyna z sąsiedztwa. Z kolejnymi wpisami obserwujemy jej przemianę. Z irytującej chwilami dziewczyny zmienia się w dojrzałą osobę, która dźwiga na swoich barkach odpowiedzialność za rodzinę. Przestaje narzekać i użalać się nad sobą, zamiast tego stara się godnie żyć i zaczyna rozumieć. O pozostałych członkach rodziny można powiedzieć podobnie. Interesująca była postać matki Mirandy, pisarki. Kobieta, chcąc ratować siebie i trójkę dzieci, musiała podjąć wiele dramatycznych decyzji. W tej sytuacji matka była w stanie naprawdę wiele poświęcić dla swoich synów i córki. Kreacji bohaterów nie mogę nic zarzucić.

Podsumowując, ,,Ocaleni” to sprawnie napisana książka, która może przypaść do gustu nie tylko nastolatkom. Może nie wnosi ona nic nowego do poruszanego tematu, ale jest naprawdę ciekawa. Ja ze swojej strony jak najbardziej polecam; warto zapoznać się z codziennym niecodziennym życiem.

3 komentarze:

  1. Tak! Baardzo chcę przeczytać 'Ocalonych', i czuję się jeszcze bardziej zachęcony. Jednak niedawno musiałem stanąć przed wyborem i wybrałem 'Wśród zdradzonych, wśród notabli' ale to nie oznacza, że jej wkrótce nie przeczytam. Poluję na was, ocaleni! :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Czytałam i również mi się podobała:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Zamówiłam ją na taniej książce za jakieś 7 zł i chyba podjęłam dobrą decyzję :D

    Zapraszam również na swojego bloga :)
    http://cosdopoczytania.blog.pl/

    OdpowiedzUsuń