13 lut 2012

,,Więzień Labiryntu" - James Dashner


Tytuł: Więzień Labiryntu
Autor: James Dashner
Wydawnictwo i data wydania: Papierowy Księżyc, 2011
Ilość stron: 400
Cena: 34,90 zł



~~***~~


Mury sięgające nieba. Złowieszczy metaliczny szczęk niosący się w powietrzu. Cztery szczeliny w czterech ścianach.
Labirynt.
I oni.

Tak pokrótce można opisać książkę autorstwa pod tytułem ,,Więzień Labiryntu”.


Nastoletni Thomas budzi się w windzie. Niewiele pamięta, w jego umyśle pojawiają się jedynie strzępki z przeszłości, których nie potrafi ze sobą połączyć. Gdy drzwi windy otwierają się, trafia on do całkowicie innego świata. Świata, który zamieszkują dzieci i nastolatkowie wyłącznie płci męskiej. Świata, którego istnienie ograniczone jest gigantycznymi murami, za którymi kryje się równie olbrzymi labirynt. Ten Świat ma nawet swoją nazwę: Strefa. Ona daje schronienie. Nikt nie wie, dlaczego znaleźli się w Strefie. Nikt nie wie, jak wydostać się z Labiryntu. Jedyne co wiedzą to to, że wyjście poza Strefę może skończyć się straszną śmiercią. Jednak pewnego dnia za mury Strefy wdziera się najgorszy z możliwych koszmarów...

Do sięgnięcia po ,,Więźnia Labiryntu” skłoniło mnie wiele pozytywnych opinii. Sam pomysł uwięzienia grupy ludzi w labiryncie pełnym niebezpieczeństw nie jest specjalnie oryginalnym pomysłem. Zastosowano go chociażby w filmie Cube z 1997 roku. Postanowiłam jednak dać powieści szansę i nie żałuję. Ma ona swoje plusy jak i minusy, które przedstawię w dalszej części recenzji.

Ciekawie przedstawiono mikrospołeczeństwo, którego członkiem stał się Thomas. Żadna osoba nie była zbędna, każdy miał swoje zadanie. Wszyscy przestrzegali surowych reguł, by przetrwać. Biorąc pod uwagę wiek Streferów, taki porządek i rygor budzi podziw. Szkoda tylko, że nie powiedziano nic o tym, jak poradzili sobie pierwsi ,,osadnicy”, który musieli wszystko zbudować i zaplanować.


Wstrząsające jest to, jak łatwo zapomnieć, że bohaterami tak naprawdę są dzieci. Postępują i zachowują się jak dorośli, gdyby nie wspomnienie o ich wieku, trudno byłoby zgadnąć, ile tak naprawdę mają lat. Codzienna walka o przetrwanie sprawiła, że musieli szybko dojrzeć. Widzieli ból, śmierć, doświadczyli strachu. Czasem również ich zachowanie przeraża, co pozwala się domyśleć, jak wielką krzywdę wyrządzono ich psychice. Dlaczego tylko domyślać? Dlatego, że autor nie wnika zbytnio w psychikę bohaterów.


Skoro już przy bohaterach jesteśmy...


Nie mogę napisać za wiele, by nie zdradzić jednego z sekretów. Powiem tylko tyle: są persony wzbudzające sympatię, jak chociażby główny bohater i są takie, które budzą żądzę mordu w czytelniku. Choć pojawiły się również postacie, co do których nie umiałam się ustosunkować, były nieco ,,papierowe”. Może następne tomy przyniosą coś nowego, co rozbuduje ich charaktery.


Bardzo przypadły mi do gustu swoiste neologizmy, które w obfitej ilości pojawiają się w książce. Początkowo czułam się równie zagubiona jak Thomas, gdy stali mieszkańcy Strefy zasypywali mnie gradem słów. Tak oto musiałam sobie przyswoić takie językowe cudaki jak: klump, sztamak, świeżuch, bóldożercy czy Njubi. Również przekleństwa brzmią całkiem inaczej, choć łatwo odkryć, co było ich bazą. Cóż, jeśli autor chciał, bym wczuła się w położenie ,,nowego” to w dużej mierze taki zabieg mu się udał. Wyobrażam sobie umysłową i lingwistyczną gimnastykę tłumacza, bo choć nie czytałam książki w wersji angielskiej, jednak domyślam się, że musiało być to niełatwe zadanie. Szczególnie, że większość tychże cudów to gry słowne. Jak dla mnie, tłumacz spisał się na piątkę z plusem!


Nie zachwyciło mnie poprowadzenie wątku jednego z bohaterów. Mam tutaj na myśli Chucka. Jedna ze scen jest owocem koszmarnie wyświechtanego motywu, który wykorzystywany jest w filmach. To było zbyt przewidywalne. Również niektóre opisy były, jak dla mnie, niewystarczające. Miałam problemy z wyobrażeniem sobie niektórych rzeczy, a rzec muszę, że moja wyobraźnia jest naprawdę elastyczna. Chodzi mi tutaj dokładnie o charakterystykę ,,uroczych inaczej” mieszkańców Labiryntu o wdzięcznej nazwie Bóldożercy. Mimo dobrych chęci skapitulowałam po kolejnym razie zwizualizowania potwora w myślach. Nie wiem, czy to moja wina, czy może autor nie przemyślał tego, jak mają one wyglądać. Mam za to nadzieję, że autor w pomysłowy sposób wybrnie z wątku... Nazwijmy to: ,,paranormalnego”, który na dobrą sprawę pojawił się i... I tyle o nim wiemy, że jest. Zero wyjaśnień, ale rozumiem, że taki był zamysł na pierwszy tom.

Czy porównałabym ,,Więźnia Labiryntu” do ,,Igrzysk śmierci”? Zarówno jedna książka, jak i druga to antyutopie z nastolatkami w roli głównej. O ile w ,,Igrzyskach śmierci” mamy jasno nakreśloną sytuację oraz historię świata, o tyle w ,,Więźniu labiryntu” dopiero na ostatnich stronach dowiadujemy się co nieco o świecie – jednak to ciągle jest niewiele. ,,Igrzyska...” mają w sobie większy rozmach, wszystko zdaje się być bardziej dopracowane. ,,Więzień” może bronić się tym, że jest wstępem do trylogii, a lokacja oraz niezbędna otoczka tajemnicy nie pozwala na dogłębne opisywanie świata, by przedwcześnie nie zdradzić sekretu. Do gustu bardziej przypadły mi ,,Igrzyska śmierci”, które oceniam wyżej jako bardziej klimatyczne i dopracowane. Kolokwialnie powiem, że mają w sobie to ,,coś”, czego ,,Więźniowi labiryntu” brakuje.

,,Więzień Labiryntu” to niezła młodzieżowa literatura rozrywkowa. Nie jest jakimś szczególnym objawieniem, nie jest perfekcyjna, ale wciąga – czego więcej chcieć? 
Zapowiedź tomu drugiego umieszczona na końcu książki zwiastuje dalsze losy Thomasa oraz jego kompanów. Zaufajcie mi, brzmi naprawdę interesująco, choć może się wydawać, że oryginalnością nie grzeszy (już nasuwa mi się na myśl kilka tytułów filmów czy książek. Może to celowy zabieg autora, który wymyślił coś nowego i tylko podpuszcza czytelników? Oby). Już epilog zapowiada, że autor nieźle namiesza. Można mieć tylko nadzieję, że utrzyma on poziom ,,Więźnia Labiryntu”, a wnioskując po opiniach na zagranicznych forach, możemy spodziewać się nawet czegoś lepszego. Czy pokładane w tomie drugim nadzieje spełnią się czy raczej wzbudzi on niesmak i rozczarowanie? Na to, według okładkowej zapowiedzi, przyjdzie nam poczekać do marca.

7 komentarzy:

  1. Chciałbym przeczytać książkę w tej konwencji, ale skierowaną do starszego czytelnika. Kiedyś był to całkiem popularny temat, a ostatnio jakoś nie widzę takich tytułów.

    Btw. czy ten porządek i rygor panujący w społeczności nie wydaje się sztuczny?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W pewnym sensie może wydawać się sztuczny. Tak naprawdę nie wiadomo, kto go ustanowił. Biorąc pod uwagę wiek Streferów (10 - 17 lat) z jednej strony budzi to podziw, ale z drugiej - który nastolatek posłusznie wstaje rano, idzie do pracy, którą narzucił mu odgórnie rówieśnik i wypełnia polecenia bez szemrania? Szczególnie, że było tam około 60 osób, albo i więcej. I nad nimi zapanował jeden nastolatek - dowódca?

      Usuń
  2. Fajne napięcie ma ta książka ;) Raczej premiery w marcu nie będzie, ale oby szybko ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jeszcze nie czytałam, ale myślę, że wkrótce to zmienię :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Odpowiedzi
    1. I tak przy okazji, serdecznie zapraszam Cię do zabawy:
      http://ksiazkatoniewiasta.blogspot.com/2012/02/perfekt-women.html

      Usuń
  5. Z chęcią przeczytam, jest bardzo głośno o tej książce :)

    OdpowiedzUsuń