18 lis 2011

,,Nevermore. Kruk" - Kelly Creagh

Chodź ze mną w obłęd…
…czyli Poe i romans paranormalny dla nastolatków.



Autorka: Kelly Creagh
Wydawnictwo, rok wydania: Jaguar, 2011
Ilość stron: 453
Cena: 39, 90 zł

~~***~~



Powieść spod znaku czarnego eyelinera i różowych pomponów

Edgar Allan Poe i paranormal romance z gotem i czirliderką. Gdy przeczytałam opis ,,Nevermore. Kruk” pomyślałam, że ktoś nieźle ryzykuje. Choć z drugiej strony, czy można być jeszcze czymś zaskoczonym w literaturze młodzieżowej? Był romans z wampirem, z wilkołakiem, z duchem, z wróżem, z syreną… Można w nieskończoność wymieniać. Ale Poe?

Po skończonej lekturze stwierdzam, że to eksperyment całkiem udany, choć nie bez wad. ,,Nevermore” jest dość obiecującym debiutem, choć połączenie różowym pomponów i czarnego kruka może się wydać karkołomnym zadaniem.

W skrócie: jest to historia czirliderki Isobel i gota Varena. Nastolatkowie pochodzą, dosłownie i w przenośni, z różnych światów. Na lekcji języka angielskiego zostają przydzieleni do wykonania referatu. Izzy, która musi zdobyć dobrą ocenę, by móc uczestniczyć w zawodach, niechętnie zgadza się na współpracę. Got zupełnie nie jest w jej typie, podświadomie wyczuwa, że on coś ukrywa. Jednak jak wszyscy wiedzą, serce nie sługa. Niewinna z początku znajomość zaczyna rozwijać się w stronę czegoś poważniejszego, a tajemnica Varena wyrywa się spod jego kontroli. Świat chłopaka zaczyna osaczać Isobel, która zdaje sobie sprawę, że wcale nie trzeba śnić by znaleźć się w koszmarze.

Banalny opis? Możliwe. Jednak w powieści ta banalność jest niewidoczna. Nie ma zgrzytania zębów nad głupotą bohaterów (bo takowej po prostu nie ma), nie ma chęci rzucenia książką o ścianę. A co jest? Całkiem dobre czytadło z kilkoma minusami na koncie.


Wszystko to, co widzę
Poziom książki jest strasznie nierówny. Są chwile, gdy nudziłam się niemiłosiernie, mając wrażenie, że czytam kolejną obyczajówkę dla młodzieży, a z kolei później działo się tak dużo, że nie wiadomo było, o co chodzi. Pani Creagh najwyraźniej założyła, że każdy z jej czytelników zna twórczość Poego na wylot i wystarczą wzmianki, by odnaleźć się w lokacji. Z tego powodu świat nadnaturalny nie jest zbyt dobrze rozbudowany, swoją kreacją przypomina ten, który dostaliśmy w ,,Pomiędzy” Tary Hudson. Jednak nie jest tak do końca tragicznie, autorka zasługuję na pochwałę za sceny nawiązujące do ,,Maski Śmierci Szkarłatnej”, gdzie przenikanie się światów zostało całkiem nieźle opisane. W sumie książkę można podzielić: ¾ to bardziej romans, obyczajówka, ¼ to z kolei paranormal. Odniosłam nieco negatywne odczucie, że pani Creagh w trakcie pisania spostrzegła, że powoli zbliża się do umówionej z wydawcą ilości stron i nagle zaczęła wplatać wątek paranormalny. Mimo tego, uważam, że nadnaturalne elementy w opowieści, atmosfera grozy jest całkiem nieźle odmalowana, mimo dość ubogiego opisu świata. Im bliżej końca, tym bardziej powieść zaczyna być ,,z dreszczykiem”.

Autorka, chcąc uciec od jednego stereotypu wpada w następny i mości sobie w nim uroczy kącik. Bo oto otrzymujemy nastolatka z despotycznym ojcem i jego partnerką. Wspomniany młodzieniec buntuje się, farbując włosy na czarny kolor, maluje się, nosi gotycką biżuterię i piercing. Można się domyśleć ,jaką postawę przybiera w stosunku do świata. I to naprawdę nie jest wspomniana w opisie książki charakterystyka, jakoby był on: ,, Wesoły jak cmentarzysko, ciepły jak granitowa płyta, a na dodatek potwornie zgryźliwy.” Nic z tych rzeczy. Varen jest co najwyżej dość tajemniczy, choć z drugiej strony brakuje mu ikry. Sarkazm, sardonizm i ironia w jego wykonaniu ma w sobie tyle życia co trupy na cmentarzu. Na szczęście nie jest ,,papierowy”, z odrobiną dobrej woli można wyłuskać jego postać z kartek powieści. Już zupełnie inną historią jest to, czy zbolały, robiący z siebie tajemniczego do granic egzaltacji bohater jest w jakikolwiek atrakcyjny dla czytelników. Sama nie wiem, co jest gorsze – brak jakichkolwiek cech i kompletna przeźroczystość czy niebezpiecznie skłanianie się w stronę śmieszności. Z kolei jego partnerka i na dobrą sprawę, główna bohaterka powieści, Isobel, to złote dziecko amerykańskich komedii. Śliczna, blondwłosa czirliderka, z uwielbieniem do różu. Znany obrazek? Oczywiście. Nie brakuje również pseudoprzyjaciół i umięśnionego chłopaka. Na szczęście Izzy broni się całkiem normalnym zachowaniem. Nie chichocze jak idiotka, by przypodobać się grupie. Jest w stanie postawić się, gdy widzi, że znęcają się nad kimś i nie traktuje flirtowania jako sensu życia. To całkiem miła odskocznia od typowego wizerunku czirliderki. Isobel nie jest może najlepiej skonstruowaną postacią w całej historii paranormalnych romansów, ale ma poukładane w głowie, potrafi pokazać pazur i raczej budzi w czytelniku sympatię.

Gdzie tu stereotyp, zapytacie? Jak widać. Jeśli mroczny got, buntujący się przed rodzicami to oczywiście: czarne włosy, enigmatyczność, tona biżuterii, piercing i reszta wesołej menażerii. Argument, że ma takie a nie inne zainteresowania i stworzył taką a nie inną historię, do mnie nie trafia. Bronił się przed tworami, którego powołał do życia, a sam zaczął przypominać jednego z nich. Czirliderka Isobel uwielbiająca róż, z typowymi nastoletnimi problemami, posiadająca Najprzystojniejszego I Najbardziej wysportowanego Faceta Za Którym Wzdycha Cała Szkoła – fakt, nic stereotypowego. Ależ zupełnie nie. Maski, wspomniane w jednym z opisów książki – nie opadają. Isobel od początku jest taka sama, ani miła, ani wredna. Varen również nie przechodzi wielkiej metamorfozy. To, że otwierają się na siebie nawzajem, a w efekcie zakochują, nie zmienia ich.

W tym momencie trzeba się zatrzymać i wspomnieć o miłości naszych bohaterów. Ona rodzi się gdzieś poza kartami książki. Kilka spotkań, kilka rozmów – nigdzie tam nie pojawia się energetyzujący wybuch romansu. To Isobel gdzieś po ponad połowie opowieści stwierdza, że chyba się w Varenie zakochała. Dość dobrze obrazuje to, że więcej tam rozmyślań i wzdychania niż samej miłości. A skoro już przy westchnieniach jesteśmy, pozwolę sobie rzucić okiem na to, jakimi słowami zwracają się do siebie w ,,podniosłych” chwilach nasi bohaterowie. Uwierzcie, pisarka popełniła w tym miejscu egzaltację godną ,,Zmierzchu”, podam tutaj małą próbkę: ,,Jego oddech owiewał ją ciepłem i miała ochotę znowu mu się poddać, poczuć jego dotyk, poczuć jego pocałunek, miękki jak płatki kwiatów i palący zarazem. Nigdy wcześniej tak jej nie całowano. Miała poczucie, jakby skorupa jej duszy wyparowała.” Pomimo tych kilku wpadek, historia jest napisana ładnym, choć prostym językiem.

Nigdy więcej?

,,Nevermore. Kruk” żadną miarą nie jest arcydziełem, choć do takowego nawiązuje. Odwołanie do postaci Edgara Allana Poego i jego twórczości było dość ryzykownym przedsięwzięciem. Jednak chwała autorce za to, że wplotła w swoją różową makatkę czarną, atłasową wstążkę grozy. Bo to właśnie unoszący się nad fabułą duch Poego sprawia, że książka z ciężkostrawnego romansidła staje się zgrabnym romansem paranormalnym dla nastolatków, jednym z lepszych. Niestety, tylko tyle i aż tyle. Za to należy pogratulować wydawcy za dobrą kampanię promocyjną, bo byłam skłonna uwierzyć, że ,,Nevermore. Kruk” to perełka, jakiej do tej pory na rynku wydawniczym brakowało.

W zapowiedziach widnieje już kontynuacja ,,Nevermore” - ,,Enshadowed”, która brzmi całkiem obiecująco. Liczę na to, że autorka poświęci zdecydowanie więcej miejsca na opisanie krainy snu. W końcu tematyka oniryczna daje gigantyczne pole do popisu i popuszczenia wodzów wyobraźni. Do tego odwołania do Poego. Pomysł pani Creagh już ma. Talentu też jej nie brakuje, wnioskuję po pierwszym tomie. Na pewno sięgnę po kontynuację, z nadzieją na to, że będzie ona lepsza od poprzedniczki.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz