30 kwi 2018

I'll Be Gone in the Dark. One Woman's Obsessive Search for the Golden State Killer - Michelle McNamara

Tytuł: I'll Be Gone in the Dark. One Woman's Obsessive Search for the Golden State Killer
Autor: Michelle McNamara
Wydawnictwo, rok wydania: Faber & Faber, 2018
Ilość stron: 334

Polskie wydanie
???


~~***~~


UKRYTY W CIEMNOŚCI

Ciche kroki, szczekanie psa, szelest zarośli, jęk drewnianego parkanu, metaliczny szczęk ogrodzenia, zduszony oddech.

Stłumiony wystrzał. Głuche uderzenie.

Dwanaście morderstw. Pięćdziesiąt gwałtów. Blisko 120 włamań. Dekady poszukiwań, kilometry przebytych dróg, milion niewiadomych. I jedna książka.

Golden State Killer obserwował domy i włamywał się do nich po zmroku. Obudzone ofiary oślepiał światłem latarki i groził im bronią. Najpierw atakował samotne kobiety, później przeszedł do par. Zdarzało się, że świadkami zbrodni były dzieci. GSK zmuszał kobiety do tego, by związywały leżących mężczyzn, po czym kład im na plecach naczynia – to miało zaalarmować go, gdyby próbowali się uwolnić. Kobiety sam wiązał, gwałcił, po czym uciekał. Albo zabijał. Strzał, dźgnięcie, katowanie ciężkim narzędziem. Nim stał się mordercą z Golden State, był trzema innymi osobami - East Area Rapist, Original Night Stalker i Visalia Ransacker. Włamywacz, gwałciciel, morderca działający na terenie północnej i południowej Kalifornii w latach 70. i 80. Policja znalazła na miejscu zbrodni jego DNA, ale nigdy nie powiązano go z żadną osobą. Podejrzani pojawiali się i znikali, pula rosła i malała. GSK pozostał nieuchwytny przez blisko czterdzieści lat. Aż do teraz.

HISTORIA OBSESJI I POSZUKIWAŃ MORDERCY Z GOLDEN STATE

W nocy nie mogłam zmrużyć oka. Miałam wrażenie, że moje zmysły nieznośnie wyostrzyły się, każdy dźwięk wybrzmiewał z siłą wystrzału, każdy szelest niepokoił, każdy błysk światła kojarzył się z włączoną latarką. Jak zasnąć, gdy masz wrażenie, że ktoś cię obserwuje? To absurd, bo rozsądek podpowiadał, że nikogo tam nie ma, że przecież mieszkasz w kilkupiętrowym budynku, więc jak ktoś miałby wejść przez okno? To dobre pytania i racjonalne odpowiedzi powinny mnie uspokoić, ale jedno spojrzenie na szafkę nocną wskazało winowajcę – książkę McNamary. Sprawa GSK paraliżuje rozsądek. Jak słusznie zauważono w I’ll Be Gone in the Dark, większość morderców atakuje w pewnego rodzaju odosobnieniu – boczne drogi, lasy, wabią swoje ofiary do dobrze znanych im miejsc, które mogą kontrolować. Morderca z Golden State wkradał się w nocy do domów, gwałcił i mordował. Robił to wielokrotnie, często na stosunkowo niewielkim obszarze. Terroryzował pojedyncze osoby, jak i całe rodziny. Umykał sąsiadom i detektywom. Uderzał tam, gdzie czujemy się najbardziej bezpiecznie, żerował na przekonaniu, że po przekręceniu klucza w zamku, świat zostaje po drugiej stronie progu. I’ll Be Gone in the Dark mrozi krew w żyłach i działa na wyobraźnię jak mieszanka Minduntera, Manhunt: Unabombera i Making a Murderer, karmiąc się wciąż rosnącym uwielbieniem dla thrillerów i true crime (do którego niedługo dołoży swoją cegiełkę – HBO zakupiło prawa do serialu dokumentalnego [1]). To książka, od której nie sposób się oderwać, nawet mimo zastraszającej ilości informacji. Historia, która rozpoczyna się w latach 70. i 80. i trwa aż dotąd, do 2018 roku, nie tylko opisuje działalność seryjnego mordercy, ale śledzi też rozwój nauki, która, jak wierzyła autorka, pomoże go schwytać, i jednocześnie zatrzymuje w czasie obraz amerykańskiego przedmieścia. Śledztwo i nauka przeplatają się z ludzkim życiem i dramatami ukrytymi w czterech ścianach domów i niepowtarzalnym klimatem ówczesnej Kalifornii. Przyznaję, natłok nazwisk, miejsc, dat, rozbudowane odwołania do zagadnień kryminalistyki i kryminologii oraz powracanie do różnych etapów śledztwa sprawiają, że lektura I’ll Be Gone in the Dark stawia przed czytelnikiem wyzwanie. Żmudne śledztwo przelewa się czasem na karty książki, co nie ułatwia czytania, tak samo jak zaburzona w niektórych miejscach chronologia. To są dwa najpoważniejsze (i jedyne) elementy, które sprawiają, że tytuł nie otrzyma ode mnie najwyższej możliwej oceny. Ilość informacji tłumaczy fakt, że sprawa Golden State Killer złożona jest z trzech osobnych śledztw, dotyczy setek pokrzywdzonych i rozciąga się na całą Kalifornię, podlegając różnym organom. Podobnie można wytłumaczyć uporczywe powracanie do niektórych elementów – wraz z rozwojem kryminalistyki oraz pojawieniem się Internetu, śledczy zyskiwali dodatkowe narzędzia i mogli analizować dowody pod nowymi kątami. Fantastyczne pióro McNamary przeprowadza nas przez cięższe ustępy, podsycając zaciekawienie i zmuszając do przewracania kolejnych stron; wady, które wymieniłam, zostały zrodzone również przez smutne okoliczności i muszę przyznać, że trudno podejść mi do nich z całkowitym obiektywizmem. Michelle niespodziewanie zmarła w trakcie pisania I’ll Be Gone in the Dark, książkę dokończyli jej najbliżsi współpracownicy, korzystając z artykułów, policyjnych akt, gotowych rozdziałów, notatek i transkrypcji wywiadów. Można sobie tylko wyobrazić, jak niezwykły byłby to tytuł, gdyby autorce było dane go dokończyć, skoro już w takiej formie jest świetny.

McNamara oddaje głos ofiarom, świadkom, zawodowym i amatorskim śledczym, a także… sobie. Nie znika z tekstu, staje się bohaterką tak samo jak oni, dzieląc się osobistymi anegdotami i świadomie „spowiadając się” ze swojej obsesji oraz zwątpienia, które nierzadko jej towarzyszyło. Fascynacja true crime, która wyrosła z nierozwiązanego morderstwa dziewczyny z sąsiedztwa, którą znała nastoletnia Michelle, stała się jednocześnie jej powołaniem - i końcu obsesją, gdy napotkała cold case związany z mordercą, któremu później nadała miano, teraz znane na cały świat - Golden State Killer. Można by się zastanawiać, czy taka wyraźna obecność autorki nie zaszkodzi prowadzonemu przez nią śledztwu, czy jej zaangażowanie nie wpłynie na odbiór historii, ale z pełnym przekonaniem mogę powiedzieć, że oprócz tytanicznego wysiłku przy gromadzeniu informacji, piekielnej inteligencji, determinacji i zdolności dedukcji oraz talentu pisarskiego, osobowość Michelle jest tym, co stanowi o wyjątkowości I’ll Be Gone in the Dark. To ona związuje ładunkiem emocjonalnym czytelnika wraz ze śledztwem. Oczywiście współczujemy ofiarom, przeraża nas i budzi wściekłość działanie mordercy, frustrują popełniane przez policję błędy, ale jawna obecność autorki nadaje książce jeszcze bardziej ludzki wymiar. To nie jest beznamiętna relacja z pola walki, suchy zapis faktów. Autorka podąża śladami GSK, wertuje niekończące się stosy akt, rozmawia, obserwuje, koresponduje z użytkownikami forów dla detektywów-amatorów, szuka nowych informacji, tworzy hipotezy. Wierzy w potęgę nauki i researchu. Poświęca kolejne ustępy na próby stworzenia portretu mordercy, na wejrzenie w jego psychikę. Coraz mocniej zanurza się w ciemności, w której ukrywa się morderca z Golden State. I ma tego świadomość. Absolutną rewelacją są anegdoty o chłopcu i kocie czy odtwarzaniu zbrodni, które przytacza autorka, a które po części stają się punktem wyjścia do powracającej refleksji na temat mroku, z którego czerpią zarówno zabójcy, jak i ci, którzy próbują ich powstrzymać. Ta płaszczyzna wzbogaca historię mordercy z Golden State, udowadniając, że dobro i pragnienie sprawiedliwości mogą przetrwać lata, a niektórzy są dla nich gotowi wkroczyć w głąb koszmaru.

Gdy dotarłam do końca książki, byłam bliska łez. Z ulgi, że do całej tej pracy sprawiedliwość dopisała swoje postscriptum. Z nadzieją, że ci, którzy przetrwali, odnajdą teraz choć trochę spokoju. Z żalu, że Michelle tego nie doczekała. Z przeraźliwego smutku, że świat stracił tak niesamowitą osobę.

POSTSCRIPTUM

Pewnego dnia, już niedługo, usłyszysz samochód zatrzymujący się przed twoim domem i gasnący warkot silnika. Usłyszysz kroki przed drzwiami. Zadzwoni dzwonek. (…)
To będzie twój koniec.
„Zamilkniesz na zawsze, a ja zniknę w ciemności.” zagroziłeś kiedyś swojej ofierze.
Otwórz drzwi. Pokaż swoją twarz.
Wyjdź do światła.[2]

Dwa miesiące po premierze książki, dwa lata po śmierci Michelle, niemal co do dnia [3], mężczyzna podejrzany o bycie mordercą z Golden State został schwytany. Przerażający i nieuchwytny duch, potwór z najgorszych koszmarów, zyskał twarz człowieka. Przeglądając doniesienia prasowe [4], znalazłam informacje, że dane zawarte w I’ll Be Gone in the Dark po części przyczyniły się do zatrzymania podejrzanego. Na dodatek Billy Jensen, pisarz, który pomagał w ukończeniu książki, miał swój wkład w zidentyfikowaniu GSK [5]. Były policjant (!) James DeAngelo został odnaleziony dzięki… bazie danych portalu genealogicznego. Portale (w Stanach funkcjonuje ich kilka) w oparciu o profile genetyczne, pomagają użytkownikom w rekonstrukcji drzew genealogicznych, czy to w ramach znalezienia zaginionych krewnych, czy poszukiwania biologicznych rodziców. Śledczy wprowadzili DNA mordercy do bazy i porównując je z profilami genetycznymi innych użytkowników, zbudowali sieć, która wraz z innymi dowodami doprowadziła ich do DeAngelo. Wystarczyło, że jego dalecy krewni kiedyś postanowili poznać historię swojej rodziny i wprowadzili dane związane ze swoim DNA. Tylko tyle. Igła w stogu siana szukana w ciemności.

Michelle McNamara prawie ją znalazła.

Nie dbam o to, czy akurat ja go schwytam. Chcę tylko, by na jego nadgarstkach zacisnęły się kajdanki, a za plecami zatrzasnęła się więzienna krata.[6]

_______
1] Informacje o serialu: http://deadline.com/2018/04/michelle-mcnamara-ill-be-gone-in-the-dark-true-crime-book-docuseries-hbo-1202360109/ 
2] I’ll Be Gone in the Dark, Michelle McNamara, str. 328, tłumaczenie własne
3] Michelle zmarła 21 kwietnia 2016 roku, a 25 kwietnia 2018 roku prokurator okręgowy Anne Marie Schubert ogłosiła na konferencji prasowej, że zatrzymano podejrzanego w sprawie. 
4] Dla zainteresowanych, polskojęzyczne artykuły na temat: 
Wprost: https://www.wprost.pl/swiat/10120459/slynny-golden-state-killer-zlapany-byly-policjant-odpowie-za-12-morderstw-i-45-gwaltow.html 
TVN: https://www.tvn24.pl/wiadomosci-ze-swiata,2/kalifornia-zatrzymano-podejrzanego-o-seryjne-morderstwa-w-latach-70-i-80,832473.html   
Materiał Niediegetyczne na YT: https://www.youtube.com/watch?v=p3IT8f3kEQg 
I garść anglojęzycznych:
Oryginalny artykuł Michelle będący podstawą książki:  https://archive.li/20171020222155/http://www.lamag.com/longform/in-the-footsteps-of-a-killer/  
Strona Michelle: http://truecrimediary.com/ 
Guardian: https://www.theguardian.com/us-news/2018/apr/26/golden-state-killer-dna-genealogy-websites 
Relacja kobiety, której matka została zamordowana przez GSK: https://www.goodhousekeeping.com/life/a19515171/golden-state-killer-survivor-interview/ 
Wikipedia: https://en.wikipedia.org/wiki/Golden_State_Killer 
Czteroodcinkowy materiał o GSK na Investigation Discovery: https://www.investigationdiscovery.com/tv-shows/golden-state-killer-its-not-over/ 
Crimefeed: http://crimefeed.com/2018/04/golden-state-killer-suspect-arrested-police-to-announce-capture-of-joseph-james-deangelo/ 
5] Tweet Jensena: 
https://twitter.com/Billyjensen/status/989130609737035779   
6] I’ll Be Gone in the Dark, Michelle McNamara, str. 318, tłumaczenie własne

23 kwi 2018

The Wife Between Us/ Żona między nami - Greer Hendricks, Sarah Pekkanen [przedpremierowo]

Tytuł: The Wife Between Us
Autor: Greer Hendricks, Sarah Pekkanen
Wydawnictwo, rok wydania: St. Martin's Press, 2018
Ilość stron: 346

Polskie wydanie
Tytuł: Żona między nami
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Data wydania: [zapowiedź] 21.05.2018
Ilość stron: ???
Cena: 37,90 zł


~~***~~



Czy domestic noir, thriller małżeński i inne koszmary spod znaku relacji małżeńsko-rodzinnych kiedykolwiek mi się znudzą? Może kiedyś. Ale ten czas jeszcze nie nadszedł.

„Żona między nami” była jedną z głośniejszych premier początku tego roku. Rywalizowała w tym samym tygodniu z mocno promowaną „Kobietą w oknie”, razem je recenzowano i siłą rzeczy walczyły o podium na listach bestsellerów. Obydwie traktują o kobietach (kiedyś były dziewczyny, teraz mamy żony i kobiety), a podszyta niepokojem historia kręci się wokół intrygi, która może mieć śmiertelnie poważne konsekwencje. Przynajmniej tak się wydaje tytułowej bohaterce. Obserwując wydawniczo-czytelniczy „buzz”, zdaje się, że potyczkę popularności wygrała „Kobieta w oknie”, ale czy to znaczy, że A.J. Finn jest lepszy od duetu Pekkanen-Hendricks? Każda z tych powieści ma elementy, w których radzi sobie albo lepiej, albo gorzej niż rywalka. „Kobieta w oknie” rozpoczyna się nieśpiesznie, autor cierpliwie zagęszcza atmosferę, buduje na kartach powieści psychikę głównej bohaterki i gdzieś pomiędzy tymi elementami tka intrygę, która w finale ujawnia wszystkie oplatające Annę nici i nitki. To powieść, która w dużej mierze opiera się na klimacie i tworzeniu obrazów – mamy widzieć miejsca, sceny, mamy czytać ją jak film (zresztą sam autor ustami bohaterki odwołuje się do filmów). A omawiana „Żona między nami”?

Będziesz przekonany, że wiesz wszystko.

Będziesz przekonany, że to historia chorobliwie zazdrosnej kobiety i jej obsesji dotyczącej nowej wybranki byłego męża.

Będziesz przekonany, że to historia kobiety, która ma poślubić ukochanego mężczyznę.

Będziesz przekonany, że pierwsza żona była katastrofą i mąż po prostu się jej pozbył.

Będziesz przekonany, że znasz motywy, historię, anatomię relacji.

Przekonaj się, że nie wiesz niczego.

Odważne. Czy to oznacza, że Pekkanen i Hendricks mają tyle dodatkowych asów w rękawie, że nie boją się zdradzić tak dużo? Wydawca mógłby przecież zdecydować się na klasyczny opis, który wskazywałby właśnie, że to opowieść o kobiecie, która ma obsesję na punkcie byłego męża i jego nowej wybranki. A jednak zdecydowano się na inne rozwiązanie. Intrygujące. Pomysłowe. W skomplikowane, (eks)małżeńskie perypetie wprowadza nas Vanessa, która nie radzi sobie w życiu i obsesyjnie rozmyśla o swoim byłym mężu i jego nowej wybrance. Richard chce zapomnieć o byłej żonie i rozpocząć nowe życie z piękną narzeczoną, ale nad ich szczęściem wisi cień. Nellie oczyma wyobraźni widzi siebie w białej sukni u boku Richarda, ale trudno rozpocząć nową wspólną przyszłość, gdy przeszłość coraz głośniej puka do drzwi… Tyle musicie wiedzieć. I tyle wystarczy.

„Żona między nami” wciągnęła mnie w grę – chciałam przekonać się, jakie sekrety skrywa, jak bardzo mogę się mylić w ocenie. W trakcie lektury tworzyłam kolejne scenariusze, niektóre absolutnie szalone i próbowałam rozsupłać relację żona-mąż-kochanka. Gdy myślałam, że już wszystko odkryłam, przekonałam się, że był to jedynie wierzchołek góry lodowej. Autorki żonglują perspektywami, próbują zwodzić czytelnika i wprowadzają kolejne zwroty akcji. Bohaterowie igrają z ogniem, a pisarki igrają z nami. I trudno ukryć satysfakcję, gdy przewidzimy ich kolejny ruch. Udało mi się rozgryźć niektóre zwroty akcji, ale nie powiedziałabym, że było to banalnie proste czy przewidywalne. Pekkanen i Hendricks przez całą powieść podrzucają drobne okruchy prawdy, łatwe do przeoczenia informacje, które zaczynają mieć sens dopiero wtedy, gdy je odpowiednio odczytamy. Niewątpliwie próby domyślenia się, o co chodzi i kto macza w tym wszystkim palce, są częścią zabawy. Nie jest to powieść (jak na przykład „Za zamkniętymi drzwiami” B.A. Paris), która bazowałaby na czystych emocjach, nie przyszpila do stron strachem i szybszym biciem serca - raczej stawia na literackiego twistera, a kolejne zwroty coraz mocniej mieszają nam w głowie. Wielu recenzentów krytykuje ich natłok oraz splot okoliczności, ja za to widzę tu okazje, które autorki postanowiły wykorzystać. Jeśli gdzieś dało się wywrócić historię do góry nogami, to na pewno spróbowały coś z tym zrobić. Nie zawsze umiejętnie, bo finał jest za bardzo naciągany, a pewne wydarzenia mogły być rozegrane inaczej. Jest w tym trochę amerykańskiego efekciarstwa, ale na szczęście nie jest tak źle, by pozostawić duży niesmak.

Jednak żeby nie było tak słodko, mam też wrażenie, że część tych wspomnianych asów pochodzi z talii innych autorów.

„Żona między nami” po części mocno polega na rozwiązaniach, które już wcześniej widzieliśmy, przez co elementy kiedyś budzące zaskoczenie, teraz nie wywołują już takiego mocnego efektu. Autorki z jednej strony starają się stworzyć ciekawą historię, poruszyć nowy obszar w relacjach żona-mąż, ale z drugiej niszczą swoje wysiłki, sięgając do ogranych motywów i rozwiązań, które już się opatrzyły. Wymieńmy tutaj chociażby główną bohaterkę, Vanessę, która lubi zaglądać do kieliszka i obsesyjnie rozmyśla o byłym mężu. Jej zachowanie sprawia, że trudno darzyć ją sympatią i obserwujemy jej wysiłki z politowaniem. Zachowuje się, jakby była niezrównoważona i nietrudno pomyśleć o Rachel, „Dziewczynie z pociągu” Pauli Hawkins, czy rywalce, Annie z „Kobiety w oknie” A.J. Finna. Sylwetka bohaterki, która w założeniu miała wprowadzać w błąd, być tą, której nikt nie wierzy, nieważne czy to czytelnik, czy inna postać, teraz jest gwarantem tego, że coś rzeczywiście jest nie tak, że to ona ma rację. Mamy jej nie ufać, a chyba ufamy najmocniej. Zrobiła się z tego taka łopatologiczna wersja psychologii odwróconej. Trzeba oddać autorkom to, że próbują wykorzystać ten schemat na swoją korzyść, oferując całkiem zgrabne wytłumaczenie, ale właściwie nie musiały tak mocno na nim polegać. To, co udało się Hawkins w przypadku Rachel, raczej nie da się powtórzyć. Musimy znosić uzależnienia i nieporadność bohaterki, świetnie zdając sobie sprawę, że jest w tym drugie dno. W tej powieści dzieje się tyle, że takie wprowadzenie jest w ogóle niepotrzebne, a późniejsze wydarzenia tylko uwypuklają zbędność tego zabiegu. Vanessa równie dobrze mogłaby być sympatyczną, perfekcyjną panią domu, uroczą duszą towarzystwa, religijną społecznicą, uduchowioną joginką... Na pierwszy rzut oka. Można tak fantazjować w nieskończoność. W tej powieści tak wiele dzieje się na pierwszy rzut oka, a pozory mylą, więc dlaczego by nie pociągnąć tego dalej? Jakkolwiek dziwnie by to nie zabrzmiało, alkoholizm zrobił się nudny, to foreshadowing*, którego nie potrzebujemy. Szczególnie w tej powieści – trzeba by żyć w absolutnej niewiedzy na temat najpopularniejszych thrillerów małżeńskich ostatnich lat, by nie rozpoznać gotowych konstrukcji i nie przewidzieć, do czego one prowadzą. Oczywiście, można spróbować tłumaczyć, że autorki z premedytacją sięgnęły po sztampowe elementy, żeby nadać im nowe życie i stworzyć zaskakujące zwroty akcji, tyle że nieszczególnie daleko od tej sztampowości odeszły, zarówno kreując postać Vanessy, jak i jej byłego męża, Richarda, oraz anatomię ich relacji. Trudno być zaskoczonym, jeśli mamy za sobą lekturę wspomnianej „Dziewczyny z pociągu” oraz „Za zamkniętymi drzwiami”.

Niecierpliwie wyczekiwałam „Żony pomiędzy nami”, skuszona tajemniczą zapowiedzią, która zdradziła wszystko, nie mówiąc nic. Zupełnie jak główna bohaterka. Historia Vanessy, Richarda i Nellie nie odmieni raczej oblicza gatunku, ale gwarantuje kilka godzin zaangażowania w brudne gry małżeńskie, czyli to, dla czego sięgamy po thrillery małżeńskie. Jest to powieść i dobra, i przeciętna, w której rewelacja sąsiaduje ze sztampowością, zaskoczenie z rozczarowaniem. Zapewnia rozrywkę, ale nie robi takiego wrażenia jak Gillian Flynn czy B.A. Paris.

A tymczasem wracając do wspomnianej na początku rywalizacji - jeśli lubicie zagadkę, w której niebagatelną rolę odgrywa klimat, wygra A.J. Finn, jeśli za to oczekujecie wszystkich możliwych twistów i zwrotów akcji, duet Pekkanen i Hendricks będzie dla was najlepszym wyborem.


_________
* to foreshadow – zapowiadać, zwiastować. Twórca filmu bądź powieści pokazuje odbiorcy pewne elementy, które będą miały znaczenie dopiero w późniejszym czasie. Sugeruje, co się wydarzy, ale odbiorca często nie zdaje sobie z tego sprawy i dopiero patrząc wstecz, jest w stanie dostrzec ukryty sens pewnych rzeczy/wydarzeń.